|
Beata Kochaniak
Agnieszka Jaszczyk
Zebranie z rodzicami też może być
zabawą !
Od kilku lat pracujemy w grupie integracyjnej w
jednym z łódzkich przedszkoli.
Zauważyłyśmy, że często problemy wynikające z „
inności” dziecka mają jego rodzice a nie ono samo.
Zdarza się, że nie potrafią oni zaakceptować swojego
dziecka takiego jakim jest. Niejednokrotnie porównują
je do zdrowych rówieśników i wymagają tych samych
osiągnięć. Taka sytuacja doprowadza ich do
zgorzknienia i złości na wszystkich dookoła. Nie
potrafią poradzić sobie z problemami, które ich
dotyczą. Rodzice ci często są pozbawieni umiejętności
komunikowania się z rodzicami dzieci zdrowych,
nauczycielami i specjalistami. We wszystkich widzą
winnych – nie pozwolą sobie pomóc.
Jedną z form pomocy tym rodzicom jest ich udział w
organizowanych na terenie przedszkola prelekcji,
wykładów i zebrań grupowych – warsztatów.
Prawidłowo zorganizowana współpraca z rodzicami jest
istotnym czynnikiem osiągania przez nauczyciela
dobrych wyników w pracy wychowawczej. Sposób
organizowania tych kontaktów zależy w dużej mierze od
inicjatywy wychowawcy i potrzeb indywidualnych każdego
dziecka. Do jednej z form komunikowania się z
rodzicami zaliczyć możemy zebrania grupowe. Z
długoletniej praktyki wnioskujemy, iż rodzice
niechętnie uczestniczą w zebraniach, gdyż uważają, że
kontakty indywidualne w pełni zaspokajają ich potrzebę
wiedzy na temat rozwoju swojego dziecka.
Jednak zebranie wcale nie musi być nudne i nazywane
„stratą czasu”.
Przekonałyśmy się o tym po ostatnim zebraniu, gdy
rodzice nie mieli ochoty opuścić klasy. Wręcz
przeciwnie – prosili o kontynuację.
Tematem zebrania półrocznego był : „Wpływ bajek na
rozwój emocjonalny dzieci w wieku przedszkolnym”. Sala
została przygotowana tak, aby każde z rodziców czuło
się w niej miło, ciepło, przyjemnie, ( przygaszone
światło, zapalone świece ), co sprzyja spokojowi
wewnętrznemu i poddaniu się nastrojowi.
Dzięki przyjaznej atmosferze uczestnicy spotkania
chętnie się otwierali i dzielili własnymi problemami i
spostrzeżeniami. Zauważyłyśmy, że również rodzice
dzieci niepełnosprawnych potrafili poddać się
panującej atmosferze i uczestniczyli w powstałych
dyskusjach.
W pierwszej części rodzice zostali zainspirowani do
rozmowy po wysłuchaniu zapisanych przez nas wypowiedzi
ich dzieci na temat ulubionych bajek, postaci z
którymi się chętnie utożsamiają oraz na temat dobra i
zła występującego w bajkach i życiu codziennym.
Okazało się, że większość dzieci kojarzy bajkę tylko z
przekazem telewizyjnym. Duża część dzieci utożsamia
się z bohaterami negatywnymi i nie widzi ich złego
postępowania. Na pytanie „co to jest dobro ?” – dzieci
wymieniły trzy określenia
( miłość, kochać, lubić się ), natomiast wspaniale
określały pojęcie zła. Rodzice nie bali się przytaczać
przykładów z życia swoich dzieci, gdzie bajka ma duży
wpływ na postępowanie małego odbiorcy.
Przyznali, że ich dzieci sporo czasu spędzają przed
telewizorem i tylko takie bajki sprawiają im
przyjemność. Niechętnie zaś słuchają bajek
opowiadanych lub czytanych. Wyobraźnia ich jest ściśle
związana z obrazem telewizyjnym. Kilkoro rodziców było
zaniepokojonych odtwarzaniem przez dzieci scen z bajek
( niejednokrotnie nasyconych przemocą ) i potrzebowało
wskazówek i wsparcia.
W związku z zaistniałą potrzebą opowiedziałyśmy
rodzicom bajkę ( przy spokojnej muzyce relaksacyjnej )
o małym miasteczku w którym ludzie byli bardzo
szczęśliwi, dobrzy i zdrowi.
A wszystko za sprawą tajemniczego, „ciepłego i
puchatego”, który wszystkich uszczęśliwiał. Po jego
stracie ludzie stali się smutni, zgorzkniali i
nieszczęśliwi. Nie umieli sami poradzić sobie z
problemami. Jednak zjawił się ktoś , kto pomógł im
znaleźć wyjście z sytuacji. Odtąd znowu byli
szczęśliwi.
Bajka wprowadziła rodziców w zadumę, melancholię i
skłoniła do zastanowienia nad dobrem i złem. Rodzice,
którzy podczas opowiadania bajki mieli zamknięte oczy
twierdzili, że dawno przed ich oczami nie powstawały
takie obrazy. Byli zaskoczeni swoim nastrojem i bardzo
pozytywnym samopoczuciem. Mogli przeżyć coś, co od
dawna było zarezerwowane tylko dla dzieci. Mogli
doświadczyć na własnej osobie, jaki potencjał niesie
ze sobą dobrze opowiedziana bajka, gdzie wyraźnie
zaznaczone są różnice między dobrem
i złem. Bajka, która pobudza wyobraźnię, skłania do
myślenia i dokonywania wyborów. I to właśnie
chciałyśmy uświadomić rodzicom.
Po zebraniu wielu z nich zaczęło interesować się
bajką, jako formą wspierania dziecka w jego rozwoju.
„BAJKA O CIEPŁYM I PUCHATYM”
(N. Claude, P. Steiner – modyfikacja A. Dodziuk)
W pewnym mieście wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi.
Każdy z jego mieszkańców, kiedy się rodził dostawał
woreczek z ciepłym i puchatym, które miało to do
siebie, że im więcej rozdawano go innym, tym więcej go
przybywało. Dlatego wszyscy swobodnie obdarowywali się
nawzajem ciepłym i puchatym wiedząc, że nigdy go nie
zabraknie. Matki dawały ciepłe i puchate dzieciom,
kiedy wracały do domu, żony i mężowie wręczali je
sobie na powitanie, po powrocie z pracy, przed snem,
nauczyciele rozdawali je w szkole, sąsiedzi na ulicy i
w sklepie, znajomi przy każdym spotkaniu, nawet groźny
szef w pracy nierzadko sięgał do swojego woreczka z
ciepłym i puchatym. Dlatego też nikt w mieście nie
chorował, a szczęście i radość mieszkały we wszystkich
rodzinach.
Pewnego dnia, do miasta sprowadziła się czarownica,
która żyła ze sprzedawania leków i zaklęć przeciwko
różnym chorobom i nieszczęściom. Szybko zrozumiała, że
nic tu nie zarobi, więc postanowiła działać. Poszła do
jednej młodej kobiety i w najgłębszej tajemnicy
powiedziała jej, aby nie szafowało zbytnio swoim
ciepłym i puchatym, bo się skończy i żeby uprzedziła o
tym swoich bliskich. Kobieta schowała swój woreczek
głęboko na dno szafy i do tego samego namówiła męża i
dzieci. Stopniowo wiadomość rozniosła się po całym
mieście, ludzie poukrywali ciepłe i puchate, gdzie kto
mógł. Wkrótce zaczęły się tam szerzyć choroby i
nieszczęścia, coraz więcej ludzi zaczęło umierać. Na
początku czarownica cieszyła się bardzo, a drzwi jej
domu na dalekim przedmieściu nie zamykały się. Lecz
wkrótce wyszło na jaw, że jej specyfiki nie pomagają i
ludzie przychodzili coraz rzadziej. Zaczęła więc
sprzedawać zimne i kolczaste, które trochę pomagało.
Ludzie już nie umierali tak szybko, jednak ich życie
toczyło się wśród chorób i nieszczęść.
I byłoby tak do dzisiaj gdyby do miasta nie
przyjechała pewna kobieta, która nie znała argumentów
czarownicy. Zgodnie ze swoim zwyczajem zaczęła całymi
garściami obdzielać ciepłym i puchatym dzieci i
sąsiadów. Z początku ludzie dziwili się i nawet nie
bardzo chcieli przyjmować, bojąc się, że będą musieli
oddawać. Ale kto by tam upilnował dzieci, brały,
cieszyły się, a jedno z nich wyciągnęło ze schowka
swój woreczek i znowu jak dawniej zaczęło rozdawać.
Odtąd ludzie byli znowu szczęśliwi i radośni.
A jak myślisz, co się stało z czarownicą?
mgr Beata Kochaniak
mgr Agnieszka Jaszczyk
Przedszkole Miejskie Nr 206
z Oddziałami Integracyjnymi
Łódź ul. Lermontowa 7
|